Kilka uwag w sprawie nauczania logiki i teorii argumentacji na studiach prawniczych

Piotr Sobol-Kołodziejczyk dr (Jarosław), Marek Zielinski, dr, LL.M, (Kielce)
e.Palestra 2017, poz. 4/F
A+ A-
 

e.Palestra 2017, poz. 4/F

[data publikacji: 3.07.2017]

 

Piotr Sobol-Kołodziejczyk, Marek Zielinski

 

Kilka uwag w sprawie nauczania logiki i teorii argumentacji na studiach prawniczych

 

W prezentowanym tekście autorzy stawiają mocną i zarazem kontrowersyjną tezę głoszącą, że nauczanie logiki i/lub teorii argumentacji na studiach prawniczych jest działaniem jałowym (uwagi zawarte w niniejszym tekście znajdują odpowiednie zastosowanie do studentów takich kierunków, jak prawo kanoniczne i administracja). Wprawdzie przedmioty te nie wymagają szczególnie wielkiej lotności umysłu (przynajmniej na podstawowym poziomie kształcenia), to jednak nawet pobieżne przejrzenie protokołów egzaminacyjnych z przedmiotu logika prowadzonego w większości wydziałów prawa polskich szkół wyższych (o ile zgodnie ze standardami kształcenia dla kierunku prawa i prawa kanonicznego ilość podstawowych godzin nauczania przedmiotu logika wynosi 45 godzin, o tyle dla administracji nie ma w ogóle takiego przedmiotu) wskazuje, że jest zgoła inaczej, biorąc pod uwagę liczbę ocen niedostatecznych (lub mocno zaniżone kryteria dla uzyskania oceny dostatecznej). Oznacza to co najmniej jedno z dwojga: albo studenci prawa mają wyjątkowe ograniczenia zdolności poznawczych w zakresie umiejętności formułowania i uzasadniania wniosków, rozpoznawania błędów logiczno-językowych itd., albo logika na wyżej wymienionym wydziale jest nauczana po prostu źle. Przyjmując łagodniejszą wersję, a zatem zgadzając się na drugi z członów dysjunkcji, nie należy dziwić się faktem, że studenci, przeobrażając się w prawników praktykujących, mają niejednokrotnie elementarne trudności z odróżnieniem chociażby alternatywy od koniunkcji oraz tezy od jej uzasadnienia. Stąd prawdopodobnie jeśli logika i/lub teoria argumentacji mają być wykładane na studiach prawniczych, to istnieje potrzeba głębokiej reformy zarówno w odniesieniu do nauczanych treści, jak i do sposobu ich prezentacji. Zatem do pracy! Tylko któż się jej podejmie?

 

Należy zaznaczyć, że teoria argumentacji nie jest przedmiotem wykładanym na studiach prawniczych. Niemniej jednak można zaobserwować, że powinna być ona traktowana jako interdyscyplinarna dyscyplina naukowa. Jest tak dlatego, że teoria argumentacji cechuje się niejednorodnością, co oznacza, że stanowi ona raczej zlepek wiedzy przede wszystkim z zakresu filozofii, psychologii, logiki, językoznawstwa, a może nawet z nauk o poznaniu i komunikacji społecznej. Na temat prawa nie mówi ona zgoła nic. Jest przy tym ważne, że z rozstrzygnięć teorii argumentacji mogliby korzystać również studenci takich kierunków, jak politologia, socjologia, prawo, a nawet fizyka, w przypadku której proces argumentacji jest tożsamy z procedurą dowodzenia.

 

Znakomitym wzorcem w zakresie nauczania teorii argumentacji na studiach wyższych jest obszar państw anglosaskich, w którym teoria argumentacji jest pojmowana także jako nauka krytycznego myślenia (critical thinking). W zajęciach tego rodzaju biorą udział studenci różnych kierunków spotykający się na tym samym wykładzie. Można tutaj wymienić dla przykładu nie tylko studentów filozofii lub literaturoznawstwa, lecz także studentów matematyki. Nie brakuje tam również studentów prawa. Podstawowe zagadnienia obejmują z reguły uświadomienie studentom doniosłości argumentacji zarówno w działaniach edukacyjnych, jak i w życiu praktycznym. Kwestie argumentacyjne są przy tym wykładane w odniesieniu do nowoczesnych środków komunikacji oraz argumentacji wizualnej. Lansuje się szeroko rozumiane podejście interdyscyplinarne. Zasadniczym celem jest więc wskazanie studentom właściwych metod dyskusji oraz przekazanie im umiejętności poprawnego formułowania tez i racjonalnej obrony swoich poglądów. Ma ich to przygotować do pełnienia odpowiednich ról w rzeczywistości kulturowej i społecznej. Szkoda, że nieczęsto czyni się to w polskich szkołach wyższych.

 

W odniesieniu do studentów prawa i przedstawicieli zawodów prawniczych teoria argumentacji mogłaby mieć doniosłe znaczenie, przy założeniu warunków ujętych w tym opracowaniu. W teorii prawa i w praktyce prawniczej często jest tak, że sofizmaty, czyli argumenty nierzetelne, traktuje się powszechnie jako argumenty w sensie logicznym, a więc jako argumenty rzetelne (zob. K. Szymanek [i in.], Sztuka argumentacji: ćwiczenia w badaniu argumentów, Warszawa: PWN 2003, s. 33–34). O tym, że jest to błąd, wiedziałby już student pierwszego roku, zakładając, że zaliczyłby on zajęcia z teorii argumentacji, będącej przedmiotem obowiązkowym. Wiedziałby on również m.in. o zasadach prowadzenia rzetelnej dyskusji i metodach obrony przed nieuczciwymi chwytami polemicznymi, co w pracy prawnika jest nie do przecenienia. Tego się jednak nie dowie, ponieważ nawet jeśli uczęszcza na zajęcia z logiki i/lub teorii argumentacji, to ma nikłe szanse na zrozumienie bełkotu zazwyczaj płynącego nieprzerwanym potokiem z ust wykładowcy mieniącego się tzw. profesjonalnym logikiem (cokolwiek ten zwrot oznacza).

 

Jest faktem, że znaczenie teorii argumentacji jest niedocenione, podobnie jak ma to miejsce w stosunku do logiki. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że teorią argumentacji zajmują się w Polsce najczęściej filozofowie (m.in. T. Hołówka, Błędy, spory, argumenty: szkice z logiki stosowanej, Warszawa: UW 1998, passim, W. Suchoń, Teoretyczne problemy logiki praktycznej, Kraków: UJ 2008, passim), którzy nie dostrzegają np. poznawczych lub emocjonalnych czynników mających wpływ na argumentację. Nie widzą oni również wpływu wybranych technik argumentacyjnych na procesy i zachowania społeczne.

 

Wydaje się być oczywiste, że nauczanie zarówno teorii argumentacji, jak i logiki powinno być obowiązkowe w szczególności dla studentów kierunków humanistycznych i społecznych. Jednak obserwując obecne tendencje panujące w polskim szkolnictwie wyższym, można założyć, że powyższy postulat nie zostanie szybko zrealizowany. Jest tak dlatego, że niemal na wszystkich kierunkach studiów dostrzega się trend do zmniejszania liczby godzin zarówno dla przedmiotów nauczania ogólnego, jak i specjalistycznego. Jest to ściśle związane z polityką finansową państwa stosowaną względem dydaktyki prowadzonej w szkolnictwie wyższym.

 

 

*dr Piotr Sobol-Kołodziejczyk (Jarosław), dr Marek Zielinski, LL.M, (Kielce)

 

 



 

Copyrights © 2016 - PALESTRA